28.07.2018 r. Góry Suche

Szpicaki Trzech Wód

Jeżeli jakieś wzniesienie  w czeskich Sudetach nosi nazwę Spicak to z pewnością sugeruje to szczyt w formie stożka z bardzo stromymi zboczami. Takie wzniesienia budują najwyższą część Gór Suchych w okolicach schroniska Andrzejówka. Celem wyprawy Stowarzyszenia Przyjaciół Jugowa była wieża widokowa na leżącym już po czeskiej stronie wierzchołku Ruprechtickiego Spicaka. Przed wzniesieniem wieży szczyt nie posiadał nazwy jak wiele wierzchołków granicznych w tym rejonie, choć jest najwyższym czeskim szczytem tego pasma nazywanego przez sąsiadów Javorovymi horami, zapewne od dawnej nazwy szczytu Waligóry. Schronisko Andrzejówka zbudowane w 1933 roku z inicjatywy wałbrzyskiego aptekarza Andreasa Bocka leży w niezwykle oryginalnym miejscu. Jest to wąska przełęcz miedzy potężnymi kopułami szczytów Waligóry, Suchawy, Bukowca i Klinu. Jednocześnie jest to zlewisko trzech potoków zasilających Ścinawkę i Bystrzycę. Przy dużej dozie wyobraźni możemy wykreować obraz wulkanicznych parkosyzmów tego obszaru w okresie permu bardzo dynamicznego i zróżnicowanego. Naszą drogę do granicy wyznaczył przebieg ścieżki rowerowej, która dawała możliwość schronienia się przed upałem w lesie. Na granicy żarty się skończyły. Ostre podejście i perspektywa schodzenia tym samym szlakiem niektórych wcisnęła siedzeniem w graniczne słupki ale też zdopingowała do tempa biegacza co też nie było remedium na żar lejący się z nieba. Panoramy górskie rozciągające się na wszystkie strony świata z wieży na szczycie Ruprechtickiego były puentą smaku i filozofii wędrówek górskich. Widoczna z wieży na wyciągnięcie ręki Waligóra była drugim celem wycieczki. Szczyt osiągnęliśmy trawersując zachodnie zbocza szpicaka Czarnka. Wielką szkodą dla walorów turystycznych Waligóry jest brak punktu widokowego toteż wejście udokumentowaliśmy pamiątkowym zdjęciem i zejście, rodem z piekła, ze szczytu. Problemem nie jest stromizna lecz dewastacja szlaku przez ruch turystyczny i erozję podłoża. Zapewne upadków typu pośladkowego było co niemiara ale świadków zdarzeń w sposób zadziwiający bardzo mało. W toku dyskusji  i dzielenia się wrażeniami z trasy największa frajdą dla dzieci okazało się karkołomne zejście z Waligóry.

Tekst: Zbigniew Babiak

fot. Zbigniew Babiak

fot. Marzena Oleksy – Sarysz

 

 

 

Dodaj komentarz