Połoniny Włodzickie 21.07.2018 r.

Od Włodzicy do Włodzicy 

Celem kolejnej wyprawy turystycznej Stowarzyszenia Przyjaciół Jugowa była północna część Wzgórz Włodzickich. Między zachodnimi zboczami Włodzickiej Góry a szczytem Głowy znajduje się obszar źródliskowy rzeki Włodzica. W okresie zlodowacenia południowopolskiego istniał na tym obszarze lodowiec górski Górnej Bystrzycy spływający do lądolodu niżu polskiego. Skromną pozostałością  surowego glacjalnego klimatu są resztki wysychającego torfowiska na obszarze dawnej osady Fisztyk, które za czasów niemieckich stanowiło dużą atrakcję turystyczną. Nas interesował obszar powstałej pod koniec XVI wieku osady na mokradłach, która w 1828 roku liczyła 32 domy, a po których zostały tylko kopczyki kamieni, dorodne i zdrowe kasztanowce oraz zdziczałe sady owocowe. Teren osady porosły trawy a dawne drogi wyznaczają rzędy drzew. Niezaprzeczalnie jest to miejsce emanujące atmosferą kontemplacji historycznej. Innym ciekawym miejscem naszej wędrówki były wschodnie i południowe zbocza Wzgórza 732 popularnie zwanego Pardelówką. Panoramy górskie rozciągające się ze stoków tego szczytu mają  wybitne walory  widokowe na topografię Kotliny Kłodzkiej i Gór Sowich oraz ukazują zrębową specyfikę ukształtowania Sudetów. Widzimy morze gór bez miast i wsi ukrytych głęboko w dolinach. Naszym docelowym punktem wycieczki  była miejscowość Włodowice, którą chcieliśmy osiągnąć zachodnim ramieniem szczytu przez wzniesienie Rybaka – wybitnego punktu widokowego na Nową Rudę. Po drodze znajduje się ciekawa wychodnia czerwonego piaskowca pokazująca ułożenie warstwowe tej formacji skalnej.

Naszą wyprawę skorelowaliśmy z programem organizatorów Festiwalu Góry Literatury ze względu na zbieżność czasową i trasową. Tym samym staliśmy się uczestnikami niezwykłego pikniku literacko-turystycznego oraz otwarcia ścieżki spacerowej im. Teresy Chmury. A wszystko miało posmak klasycznego westernu. Wędrówka rozpoczęła się w samo południe z miejscowości Świerki. Długi wąż ludzi pióra na czele z Olgą Tokarczuk i Karolem Maliszewskim oraz pasjonaci turystyki i fani festiwalu przemierzali bezkresne prerie Fisztyka i Pardelówki walcząc z lipcowym żarem. Między nimi nasi mali turyści zamienieni przez słońce na czerwonoskórych zapewne dziwili się dorosłym, że pomimo upału potrafią dowcipkować i żartować, nie korzystają niewolniczo z telefonów i ciągle idą do przodu. Pod wiatą w Rzędzinach, końcowym punkcie festiwalowej wycieczki, ugoszczono nas wspaniałą grochówką i niesieni jej  kalorycznością oraz szumem falujących traw narciarskim szusem osiągnęliśmy w ekspresowym tempie Włodowice gdzie spotkaliśmy się znowu z rzeką ale znacznie większą. To była  Włodzica.
Tekst: Zbigniew Babiak

fot. Zbigniew Babiak

fot. Marzena Oleksy-Sarysz

 

 

Dodaj komentarz