Trawersem na Kalenicę

22 lipca – na ten dzień niektórzy uczestnicy naszych wędrówek czekali z niecierpliwością.

Celem kolejnej sobotniej wędrówki był masyw Kalenicy. To druga pod względem wysokości grupa górska w Górach Sowich.

Przed wybudowaniem w 1932 roku wieży widokowej główny szczyt nosił nazwę Słoneczny Kamień trafnie oddając naturę letnich poranków w dolinie Jugowskiego Potoku – wschodu słońca nad wierzchołkiem szczytu. Również polska nazwa idealnie określa kształt masywu widziany z Kotliny Kłodzkiej.

W okresie plejstoceńskiego zlodowacenia masyw stanowił skalne rumowisko, które od wschodniej strony było pokryte w części dolinnej lądolodem. Powolne wypiętrzanie południowo – wschodniej części Gór Sowich spowodowało znaczne różnice krajobrazowe masywu Kalenicy w odniesieniu do Wielkiej i Małej Sowy.

Nasza trasa biegła zachodnimi zboczami określanymi topograficznie Węglowym Gruntem, wzdłuż głębokiego parowu, a następnie wąskim grzbietem wyprowadzała nas wprost na Dzikie Skały. Na stosunkowo krótkim dystansie różnica wysokości wynosiła ponad pięćset metrów. Męska rzecz! Solidna dawka treningu siłowo – kondycyjnego połączona z doznaniem psychicznym – ciągłego marszu pod górę w zakodowanym w świadomości wędrowców stanie nieznośnego upału.

Zapasy wody malały w zastraszającym tempie. Trudno podziwiać przepiękne panoramy Jugowa zza kropel potu lejącego się z czoła i brwi. Stresujący stan narastającego zmęczenia i pragnienia usunęło podszczytowe pole jagód, w którym i dla miłośników grzybobrania coś się znalazło. Trud wspinaczki został nagrodzony, a uczta z darów lasu wymazała szybko z pamięci przeżyte męki a nawet cel wyprawy.

Panorama z wieży szczytowej oczywiście zachwyciła wszystkich, szczególnie majestatyczna Ślęza i wyniosłe stożki Gór Suchych. Szybkie tempo zejścia ze szczytu pozwoliło zwiedzić nieco pomijany przez turystów otoczony legendami szczyt Żmija z kapitalną panoramą Jugowa i topografią Nowej Rudy.

Zbocza południowe szczytu wieńczy jedna z najpiękniejszych w Górach Sowich grupa skalna, która stopniami opada w kierunku Polany Bielawskiej. Wejście na skałki zaowocowało przepięknym widokiem na Popielak i kilkoma dorodnymi okazami podgrzybków.

Na Polanie Bielawskiej tradycyjne ognisko i pieczenie kiełbasek stworzyło atmosferę relaksu i odprężenia a także zadowolenia z osiągniętego celu.

To była najtrudniejsza wycieczka projektu stąd dwa niebieskie diamenty, którymi uhonorowano dzieci podczas ogniska. Cóż, również rodzice mieli ochotę na diamenty, bo zroszone czoła i ból mięśni były oznaką niestandardowego wysiłku. Diament należy się także organizatorom wyścigu kolarskiego MTB, którzy swoimi zapasami wody podreperowali wysuszone organizmy niektórych uczestników wycieczki.

Zejście do Jugowa w asyście pędzących kolarzy pozwoliło pokonać czterysta metrów różnicy poziomów szybko i sprawnie. Z poziomu doliny Jugowskiego Potoku jest widoczna złożoność masywu Kalenicy, lecz jej wysokość docenia się wspinając z jej dna. To prawdziwie górska wędrówka, której czar i trudy poznaliśmy w kolejną lipcową sobotę.

Wyprawę opisał nasz przewodnik i współtwórca wakacyjnego projektu – pan Zbigniew Babiak 🙂
Fot. Zbigniew Babiak

 

One thought on “Trawersem na Kalenicę

Dodaj komentarz