W sercu Gór Płuczkowych

Dla starożytnych mieszkańców Kotliny Kłodzkiej, wyniosły masyw górski zamykający jej północno – zachodnie obrzeża, był miejscem poszukiwań drogocennych minerałów, a głównie złota i srebra.

Celtowie kochali złoto i w jego poszukiwaniu udawali się w głębokie doliny sudeckie przepłukując osady rzek i strumieni spływające z gór. Stąd też niektórzy autorzy przewodników przyjmują wersję celtyckiego pochodzenia nazwy gór od słowa „jilova” zniekształconą przez niemieckich kancelistów na „eulen”.

Głównym węzłem topograficznym i turystycznym Gór Sowich jest szczyt Wielkiej Sowy – jedyne wzniesienie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów wznoszące się powyżej tysiąca metrów npm. Centralne położenie wierzchołka i jego wyniosłość sprawia, że walory widokowe ze szczytowej wieży widokowej są fantastyczne i obejmują praktycznie całe Sudety.

Anomalie pogodowe postawiły znak zapytania przed kolejną weekendową wyprawą na popularną „Sowę”. Nasza niezawodna „pogodynka” Pani Marzena zapowiedziała stanowczo poprawę pogody. Uwierzyliśmy! Kiedy jednak na Przełęczy Sokolej, skąd rozpoczęliśmy wędrówkę zastaliśmy morze mgieł i gwałtowne porywy zimnego wiatru obawy przed deszczem powróciły.

Zmienność temperatury, przebijające się przez chmury nieśmiało słońce dodawało sił i ograniczyło liczbę postojów. Koło schroniska ”Sowa” dopadła grupę ciemna chmura tworząc niesamowitą aurę wokół budynku – grozy i odosobnienia.

Wykorzystując okienko pogodowe podziwialiśmy z wieży widokowej piękno chmur ułożonych warstwowo nad grzbietami poszczególnych pasm Sudetów. To rzadkiej urody krajobrazy natury odradzającej się po przebytym żywiole.

Dalsza wędrówka biegła w kierunku szczytu Koziej Równi. Liczne kałuże dostarczyły okazji do zabawnych przygód w tym kąpieli błotnej nieostrożnego wycieczkowicza.

Polana Jugowska powitała nas ciszą i ciemnymi chmurami nad Rymarzem. Rozpaleniem tradycyjnego ogniska zajęli się wytrawni specjaliści tej branży, bo nie była to łatwa sztuka. Po degustacji upieczonych przysmaków i rubasznych pogawędkach przyszedł czas na zdobyte diamenty. Jest kilku nowicjuszy, którzy do ceremonii podeszli z rezerwą. Weterani otwierają dumnie swoje woreczki i z satysfakcją wrzucają następne łupy.

Krótka chwila relaksu jest czasem na pamiątkowe zdjęcie, przeglądaniem przez rodziców i babcie zdobytych przez ich pociechy drobnych upominków. Zejście do siedziby stowarzyszenia prowadziło ścieżkami poniemieckich schronisk Nagóry -najwyżej położonej części Jugowa.

W pobliżu „Bukowej Chaty” jeszcze jedna niespodzianka – spotkanie z sarną. Z przysiółka nazywanego dawniej Jastrzębiec podziwialiśmy krajobrazy dolnego Jugowa na tle Nowej Rudy i masywu Góry Świętej Anny.

Na pożegnanie weekendu słońce kolejny raz wyjrzało zza chmur trwale ocieplając nasze wychłodzone ciała. Skutecznie. Kurtki powędrowały do plecaków – kolejny raz. Zrealizowana trasa jest klasykiem turystycznym Gór Sowich, ale dzięki dynamicznym zjawiskom pogodowym była poznawczym odkryciem piękna tych gór dla wielu uczestników wędrówki.

Fot. Zbigniew Babiak

 

One thought on “W sercu Gór Płuczkowych

Dodaj komentarz